środa, 4 stycznia 2012


Kazik Na Żywo „Bar La Curva / Plamy na słońcu” SP Records



W przeciwieństwie do wielu moich rówieśników nie uważam Kazika Staszewskiego za postać jakoś szczególnie obciachową. Może co najwyżej zużytą i ekscentryczną w nieakceptowalny dla hipsterów sposób. Pewnie, że denerwująca jest piwno-studencka otoczka, juwenalia i absolutny brak stylu. Natomiast sam Kazik to dominator, ucieleśniona charyzma. Jednocześnie ma on na naszym rynku muzycznym taką pozycję, że nie musi absolutnie nic. Jest monopolistą Gdy do miasta przyjeżdża któryś z jego projektów, cała reszta zwyczajnie nie ma szans.

Autor „12 groszy” korzysta więc z przywileju i już nawet nie udaje, że nadąża, „rozwijać się i zmieniać chce” czy że ma coś nowego do powiedzenia. „Nigdy nie wystąpię w programie Kuby Wojewódzkiego. Nie jestem po prostu na tyle błyskotliwy. Żeby sensownie odpowiedzieć na pytanie, muszę się chwilę zastanowić”. Ostatnia, rozbrajająco szczera wypowiedź Kazika idealnie koresponduje z zawartością pierwszej od 12 lat studyjnej płyty KNŻ.. Staszewski ewidentnie próbuje oswoić sytuację twórczej niemocy i w tych staraniach bywa przy okazji całkiem interesujący.

„Nie ścigam się już z nikim, a cały świat obecnie to nic to tylko wyścigi, kto szybciej, kto lepiej, kto więcej, na szczęście odłożyłem sobie trochę pieniędzy” - śpiewa w przedostatnim numerze na „Bar La Curva”. Wiele jego tekstów odsyła do historiozoficznych dysput toczonych na imprezach rodzinnych typu imieniny, chrzciny, wigilia: „gdyby to ulubione słowo polskie”, „po szkodzie mądry Polak moi mili zebrani”. Gdy śpiewa o historii - pod lupę idą narodowi socjaliści i Powstanie Warszawskie (z Hanną Gronkiewicz-Waltz w tle). Poza tym najbardziej obchodzi go szeroko pojęty Los Polski na zmianę z triumfami i klęskami polskich sportowców. Dementuje też pogłoski o sympatii dla którejś z opcji politycznych („nikomu nie cofam poparcia, bo nikomu nie dałem poparcia, NIGDY!”). Mimo totalnej przewidywalności Kazik jako tekściarz o dziwo nie schodzi poniżej pewnego poziomu. W krytycznych momentach ratuje go wrodzona charyzma. Gdyby niektóre z jego tekstów dać zaangażowanej kapeli punkowej, automatycznie stałyby się niesłuchalne.

Od strony muzycznej zaskoczeń nie ma. Starsi fani Staszewskiego mogą odebrać ten album jako zdarzenie bezpieczne, oswojone i przewidywalne. Jeśli ktoś zatrzymał się w latach 90., takie numery jak „Czemu, ach czemu”, „Plamy na słońcu” czy nowa wersja „Janka Wiśniewskiego” na pewno go przekonają. KNŻ kontynuuje szkołę samczego rockowego grania (Homo Twist, Apteka), która swoje chwile świetności przeżywała mniej więcej w połowie 15 lat temu. Napisany, nagrany i wyprodukowany w zaledwie 29 dni „Bar La Curva” raczej daleki jest od finezji. Nie ma tu chyba żadnego zaskakującego motywu. Podobno album dzieli się na piosenki metalowe i pop-rockowe. Ja słyszę po prostu zbiór hard-rockowych numerów w średnich tempach (uzupełnionych o 3 tzw. punkowe „czady”), które niespecjalnie nadają się do radia, czego dowodem jest ostatnia awantura z Eska Rock (na sugestię, żeby przysłał okrojoną wersję 6-minutowego utworu, Staszewski wystosował List Otwarty w obronie niezależności artystycznej oraz przysłał ten sam numer... tyle że dwa razy krótszy, bo dwukrotnie przyspieszony). To kolejna płyta, która mimo swojej przeciętności znów pozwoli mu wyprzedawać największe studenckie kluby w mieście.

1 komentarze:

mietek pisze...

Piotrk, w listopadzie koncert knż w elblągu został odwołany.