Komety „Luminal” 3/5 Jimmy Jazz
Komety zawsze były dla mnie zespołem singlowym. I wcale nie mam na myśli kandydatów na radiowe powerplaye. Po prostu na każdej płycie Komet jest kilka utworów, do których obsesyjnie wracam, przez co wybaczam obecność wypełniaczy. Podobnie jest z czwartym krążkiem warszawiaków. Płyta to bardzo nierówna. Straciłem już nadzieję, że Lesławowi uda się odtworzyć magię debiutanckiego albumu Partii. Jednak choćby biały soul „Mogłem być tobą” (wyraźnie stylizowany na hitowe pościelówki w rodzaju „A Girl Like You” Edwyna Collinsa) to utwór zasługujący na kolejne odtworzenia. Wokalista Komet brzmi w nim jakoś dostojnie i jeszcze smutniej niż zazwyczaj. Także zamykające zestaw „Poddaję się” częściowo oddaje klimat wspomnianej, karygodnie niedocenionej pierwszej studyjnej płyty w dyskografii Lesława. Trzeci pozytyw to piosenka ”Jutro”, w której dziewczyny z Motown spotykają nieopierzonych garage-rockerów. Nawiązań tu zresztą więcej – mamy i muzykę kubańską i filmowy swing z lat 50. i stary, wypełniony dęciakami funk Curtisa Mayfielda.
Fajnie, że na kolejnych krążkach Lesław mierzy się z nowymi muzycznymi zajawkami. Zawiodły mnie natomiast teksty. Mało w nich tajemnicy i bystrych puent, z którymi kojarzą mi się wcześniejsze produkcje naczelnika Komet. Jest za to dużo stereotypów. Opowieści o zakompleksionej licealistce czy sfrustrowanej 30-latce – zapowiadają się ciekawie, ale brak w nich lekkości i nieoczywistego potraktowania tematu. Zaśpiewać targetowi tych piosenek „wasze życie oraz rzeczywistość dookoła to jeden wielki #fail” to raczej za mało, żeby wywołać potrzebę identyfikacji i estetyczne katharsis.
["Machina", maj 2011]
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz