Dla tej częsci rodzimej muzyki niezależnej, która obecnie interesuje mnie najbardziej - czyli indie-popowej, piosenkowej, zaśpiewanej po polsku, był to jakże udany rok. Przynajmniej w prasie. I w internecie. Bo konfrontacja z realem okazala się raczej mało przyjemna. Zanurzone w lokalnym kontekście i w wielu fragmentach znakomite płyty Psychocukru, Muzyki Końca Lata, Nerwowych Wakacji, Kobiet, Ballad i Romansów były chwalone do upadłego, na zawołanie i czasem jednak na wyrost. W poczytnych magazynach oraz na blogach rozpisywano się o renesansie polskiej muzyki i rodzimej tradycji piosenkopisarstwa. Pojawiły się nowe inicjatywy (Wytwórnia Krajowa, Thin Man Records) i ideologiczne manifesty (Daleko Od Szosy).
Jednocześnie rzeczywistość kreowana przez recenzentów, dziennikarzy, blogerów (w tym mnie - machnąlem po jednej recce Psychocukru i Nerwowych Wakacji) i samych artystów nijak ma się do realnego oddźwięku tego zjawiska. Świadczy o tym choćby frekwencja koncertowa. Chyba jeszcze nigdy w przypadku artystów mocno sygnalizowanych przez tradycyjne media (Polskie Radio, prasę, recenzje) nie była ona tak słaba. W Warszawie, największym skupisku studentów, młodzi ludzie przestali chodzić na takie koncerty. Nerwowe Wakacje, Ballady i Romanse, pokazywana w TVN Muzyka Końca Lata – gęsto od koncertowych wtop, a przecież granie live to dla tych artystów główne źródło dochodu. Ewidentny jest brak doplywu "swieżej krwi" ("młodych wilków") w klubach. Srednia wieku rosnie, wzrasta też letniosc odbioru, w wielu umyslach i sercach pojawiają się wątpliwosci, czy to najbardziej ekscytujące miejsce, w którym w tej chwili mogę być, kolo się zamyka. Granie rock'n'rolla po polsku, bez podlizywania się do reggae, metalu czy innej mocnej nad Wisłą tradycji i wbijania się na support przed Strachami Na Lachy, to w tym momencie czynność na poły heroiczna. Zabawa dla siebie i grona znajomych, aktywnosć, która niespecjalnie kogokolwiek obchodzi.
niedziela, 6 listopada 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
5 komentarze:
no trochę przesadziłeś z tą gęstością wtop MKL, bo w ciągu ostatnich dwóch lat mieliśmy dwie, co nie zmienia faktu, że co do meritum artykuł jest prawdziwy
pozdrowienia
zmywak
podobna smutna refleksja naszła mnie w tym roku chodząc na przecież darmowe koncerty lado w mieście. 30% dziennikarzy/blogerów, 30% członków innych zespołów, 30% tych samych twarzy co zawsze i co najwyżej kilka osób których się nie kojarzy. jakoś nie widzę szans żeby mogło być lepiej, choć bardzo bym chciał.
Ostatnio byłem w Toruniu, podobnym skupisku studentów, na Plum, jakże chwalonych za Hoax z tego roku. Bilety po 5zł, było z 10-15 osób, w tym jedna tak nachlana że rozwaliła odsłuchy zespołu. Kiedy zespół próbował to naprawić, koleś skomentował to mówiąc "Odsłuch im nie działają, Metallica kur...!" i wyszedł. Ręce mi opadają, czuję się czasami jak alien wśród tych paru osób na podobnych koncertach. A znajmoa mówiła że na Comie i Kulcie był pełna OdNowa (taki duży klub). Student rock rządzi. :-(
o ile słaba frekwencja na koncertach kapeli post-hc mnie nie dziwi (mimo że podziwiam upór i pracowitość zespołu Plum), to na występach grup dużo mocniej promowanych, piosenkowych i śpiewających po polsku już tak. gdzie ta publika odpłynęła? czy może w ogóle jej nie było? nie wiem, czy jest się czym martwić, ale po prostu zastanawiam się, "co poszło źle". bo zdaje się, że nawet Kobiety czy Ścianka wcale tak rewelacyjnie poza kilkoma wybranymi miejscami nie wyglądają.
z Lado jest chyba tak, że oni są dość mocno podczepieni pod kluby czy różne instytucje i mają w Wawie swoją mocną publike (przynajmniej Baaba czy Paula i Karol), więc to nie do końca o nich notka
Zmywak, ta druga wtopa to Legnica? tak czy inaczej - biorąc pod uwagę Wasze wyczyny na LP3 czy w TVN, to jednak czułbym lekkie rozczarowanie, bo zamiast stabilizacji wygląda na to, że cały czas musicie walczyć o każdego słuchacza i o to, żeby nie dopłacać do jeżdżenia po kraju. ale to pewnie się zmienia z koncertu na koncert
Wydaje mi się, że nawet muzycy nie chodzą na koncerty 'konkurencyjnych' kapel - chyba przychodzą tylko, jeśli są znajomymi grającej kapeli.
Prześlij komentarz