R.E.M. „Collapse Into Now” 3/5 Warner
Co mówi fan Boba Dylana, gdy słyszy jego nowy materiał? „Tego nie da się słuchać. Tragicznie słabe te piosenki. Niech on już przestanie beczeć. Czy dostanę nową płytę na winylu?”. Powyższy cytat mniej więcej oddaje sposób myślenia fana R.E.M. w 2011 roku. Nie da się ukryć, że Stipe, Buck i Mills swój okres imperialny mają już za sobą. Dlatego muzycy porzucili eksperymenty i obecnie przemawiają tylko do wyznawców. Jednocześnie próbują utrzymać przy sobie chociaż część słuchaczy, którzy polubili ich za płytę „Automatic for the People” i hity. Ostatnio skupili się na tym, co ich zawsze wychodziło im dobrze. „Accelerate” (2008) było powrotem do tak żądanych przez fanów i dziennikarzy szybkich temp i surowego rock'n'rolla. „Collapse Into Now” to kontynuacja tej jazdy na wstecznym przez 31-letnią biografię grupy. Każda piosenka na „Collapse Into Now” ma we wcześniejszym repertuarze R.E.M. swój bardziej urodziwy odpowiednik. Aranże na 15 już płycie Ateńczyków są jednak od produkcji klasycznych mniej pomysłowe, brzmienie zazwyczaj nijakie (wyjątkiem zamglone „Every Day Is Yours To Win”), a melodie – banalne, choć zadziwiająco łatwo zapadające w pamięć.
Słuchanie tej płyty przypomina grę w wyłapywanie nawiązań. Otwierający płytę „Discoverer” - potężne bębny i stadionowy riff - od razu przywołuje piosenkę”Finest Worksong” czy płytę „Monster” z 1994 roku, gdy Ateńczycy robili podejście pod grunge i glam rock .Piosenki takie jak „Oh My Heart”, „It Happened Today” czy „Uberlin” z kolei nawiązują do folk-rockowego klimatu z początku lat 90., płyt „Out Of Time” i „Automatic for the People”. Ostatni w zestawie „Blue” z gościnnym udziałem Patti Smith, to kolejny autoplagiat - połączenie ballad „Country Feedback” i „E-Bow the Letter”. W tym drugim utworze, singlu z 1996 roku ...również wystąpiła Smith. Agresja „That Someone Is You” przypomina nie tylko oblicze R.E.M. jeszcze sprzed debiutu, znane głównie z bootlegów, ale jest nawet nawiązaniem do amerykańskiego punka lat 70. (Ramones, MC5, Patti Smith) i melodyjnej nowej fali. .
Nawet jeśli „Collapse Into Now” to tylko powtórka z rozrywki, to mimo wszystko nie jest złym krążkiem. Gdy tylko używają swojego numeru popisowego, harmonizujących głosów Millsa i Stipe'a oraz charakterystycznie brzmiącej gitary Rickebnacker czy mandoliny jak na „Out Of Time”, a używają ich chętnie, nadzieja na powrót do artystycznej świetności jakimś cudem wraca. Pewnie to bardziej myślenie życzeniowe niż trzeźwa ocena sytuacji. Mam jednocześnie przeczucie, że może być to tzw. grower – album, który odsłoni swoje atuty dopiero za jakiś czas, po wielu przesłuchaniach.
„Nigdy nie nagraliśmy albumu, na którym poziom piosenek byłby tak wyrównany. Od 20 lat nie byliśmy równie podekscytowani naszą nową płytą” – powiedział w trakcie sesji nagraniowych gitarzysta R.E.M. Peter Buck. Tego typu deklaracje padają z ust muzyków legendy z Athens średnio co 3 lata, przed każdym kolejnym albumem. Jestem nimi mocno zażenowany. Szczególnie słysząc takie nudziarstwo jakie chwilami wypełnia nową płytę. Nurtuje mnie inne pytanie. Czy uda mi się ją dostać w wersji na winylu?
["Machina", marzec 2011]
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz