
Hype Williams „One Nation” Hippos In Tanks
4/5
Podopieczni wytwórni Hippos In Tanks, projekty takie jak Games, d'Eon, Grimes czy omawiany tutaj Hype Williams tworzą dźwięki na pograniczu lo-fi i familiarnych, popowych gatunków (r'n'b, mainstreamowy 80'sowy pop, reggae, hip-hop, new age) ubranych w niepokojącą aurę. Ta estetyka doskonale oddaje ducha naszej epoki, w której zmagamy się z przesyceniem internetowymi bodźcami i nadmiarem łatwo dostępnej starej muzyki.
Kompletnie nie rozumiem więc fatalnej prasy, jaką zbiera „One Nation”. Dla mnie ta płyta to jak fascynująca wycieczka na popkulturowe wysypisko śmieci, rodzaj scenerii po wybuchu bomby informacyjnej. Londyńsko-berliński duet imituje działanie melancholijnego archiwisty. Nadmiar historycznych warstw do uporządkowania spowodował, że badacz porzucił robotę w połowie a w jego folderach z mp3 zapanował chaos. Miesza więc w odrealnionych proporcjach lo-fi dub z techno i muzykę z zapomnianych programów telewizyjnych z r'n'b, gdzieś w końcu pobrzmiewa hip-hop z południa USA i zimny instrumentalny grime z Londynu. Hype Williams niespecjalnie przykładają się do produkcji i do formowania pełnokrwistych kompozycji. Ta płyta to raczej przekonujący wykład na temat tego, że coś się w kulturze definitywnie skończyło, a "przyszłość w muzyce" to koncept delikatnie przeterminowany.
["Machina" czerwiec 2011]
0 komentarze:
Prześlij komentarz