sobota, 10 września 2011

Bardzo ciekawy blog wspominkowo-krytyczny o piosenkach Cool Kids Of Death (teraz już oficjalnie grupa nazywa się CKOD?) przypomniał mi, że jarałem się tym zespołem w czasach maturalno-wczesnostudenckich. Pierwsza wzmianka o nim dotarła do mnie za pośrednictwem Machiny w wakacje 2001, w grudniu 2001 widziałem ich pierwszy raz na żywo (impreza "Lampy", na plakacie także m.in. Super Girl & Romantic Boys i Starzy Sida) a przez całą ostatnią klasę liceum katowałem ich demo, które potem w niemal niezmienionej postaci trafiło na (nie)sławny debiutancki album. Potem miała miejsce cała dyskusja wokół "Generacji Nic", debiut Doroty Masłowskiej i spory szum wokół "Dwójki" itd. To był moment, w którym historia wydawała się dziać, a chłopakom udało się sprawnie posługiwać pop-artową prowokacją - czego zresztą po absolwentach ASP i filozofii należałoby się spodziewać. Pogląd, że CKOD byli tylko zajarani wtórną do bólu modą z brytyjskich pism - to jednak męczący anachronizm. Kto pamięta popkulturową pustynię wczesnych 00s, ten nie powinien mieć pretensji, że hype'owanie Strokes i muzyczne tribute'y dla White Stripes plus otoczka kulturowa wydawało się czymś świeżym.

Nowy kawałek "Plan ewakuacji" to najbardziej chwytliwy ich song od czasu "Piosenek o miłości". Do wcześniejszego materiału CKOD ma się trochę jak późno 80'sowe PiL do "Poptones" czy "Albatross". Umiarkowany entuzjazm jest jak najbardziej wskazany.

0 komentarze: