trzy oferujące sporo wartościowej rozrywki blogi zbierające popkulturowe/polityczne/muzyczne artefakty z minionych dekad, autorzy: k-punk, Reynolds, Owen H., Dominic Fox i reszta blogowej czołówki
70's
http://andwhatwillbeleftofthem.blogspot.com/
80's
http://facesonposters.blogspot.com/
90's
http://upclosemaspersonal.blogspot.com/
New Age music preached spirituality, environmentalism, self-evolution and the like, yet when musicians and the major record labels saw the successes that an auteur like Halpern had with his cottage industry, big money soon followed. "New Age music was one of the very first completely amateur-driven genres," said Mcgowan. "Yet it became commercialized around the same time as Ronald Reagan's remaking of America in 1984, where something that started as a countercultural hippie movement was completely co-opted." New Age became big business, leading to subsequent Halpern releases with oddly utilitarian titles like "Music for Your PC" and "Attracting Prosperity," not to mention the international success of Enya, who has sold more than 75 million records worldwide.
artykuł w LA Times wyjaśnia mniej więcej, czemu zjawisko powrotu muzyki New Age jest tak interesujące, co nieudolnie sygnalizowałem już w kilku notkach na tym blogu i w tej recenzji z "Lampy" (wrzesień 2010):
Robert Kanaan Gaja Luna Music 2010
Tak jeszcze niedawno lekceważona estetyka new-age znów stała się bardzo modna. Swoich sympatyków zyskały chyba niemal wszystkie jej wydania - zarówno post-hipisowskie dokonania niemieckich przedstawicieli kosmische Musik (Tangerine Dream, Popol Vuh, Manuel Gottsching), jak i będące elementem reaganowsko-thatcherowskiej rzeczywistości lat 80. soundtracki do filmów z kursami duchowego samodoskonalenia czy pełna wątpliwych ornamentów muzyka Vangelisa, Jarre'a i Oldfielda. Kolejnym przykładem kreatywnego wykorzystania tego dziedzictwa jest opisany rok temu w „The Wire” nurt hypnagogic pop. Tworzą go twórcy urodzeni w latach 80. Elementy new-age sprzed dwóch dekad stanowią dla nich ważną część popkulturowej (pod)wiadomości.
Ikonografia new-age – wszechobecne trójkąty jako symbol tajemnicy czy motywy egzotyczno-wakacyjno-plażowe wykorzystywane są równie chętnie, nie tylko na okładkach płyt, ale także przez artystów wizualnych – choćby Agnieszkę Brzeżańską, która stworzyła autorską kompilację filmów ezoterycznych znalezionych na YouTubie.
Gaja Roberta Kanaana całkiem przypadkowo wstrzela się w tę popularność. Nie jest to jednak specjalnie oryginalna filtracja estetyki new-age. Artysta traktuje raczej ten spadek dość dosłownie. Są to dość niewinne kompozycje, w rodzaju tych, przy których zabawiają przechodniów wystrojeni „Indianie” w centrum Warszawy. Punktem odniesienia mogą być też ekologizujące, nawiązujące do world music fragmenty dyskografii Mike'a Oldfielda (albumy takie jak Songs Of Distant Earth czy Voyager). Tytuł albumu Kanaana zresztą nie jest przypadkowy, bo odnosi się do koncepcji Jamesa Lovelocka, traktującej Matkę Ziemię jako jeden organizm. Ciekawe. Szkoda, że na odświeżające zinterpretowanie tej części dziedzictwa lat 80., jaką było new-age, jeszcze trochę poczekamy. Ale adresat podziękowań we wkładce płytym Jerzy Gordowicz, prowadzący od dekad w Polskim Radiu nocne Studio El-Muzyki, powinien być Gają szczerze zachwycony.
0 komentarze:
Prześlij komentarz