Stopmi! „Metamatyka”
(3/5)
Warszawscy stopmi! nie boją się pokazywania ambicji i traktowania siebie śmiertelnie poważnie. Ich debiut, „Metamatyka”, jest pełen wielkich słów i pytań o sens życia. Monumentalne zimne melodie, mimo iż raczej niewyszukane, dość łatwo przyklejają się do ucha. W przeciwieństwie do innych grup preferujących rockową gigantomanię (Coma, Muse) – stopmi! dają jednak słuchaczowi jakąś szansę na oddech. Bliżej im do Myslovitz, a nawet chwilami – do Much (singlowe „Życie jest gdzie indziej” pożycza riff z piosenki „21 dni”). Podobnie jak wokalista Much, Maciej Faryna skupia się na opisywaniu egzystencji dwudziestoparoletnich wrażliwców z dużego miasta. Nie do końca są to moje klimaty. Najbardziej rozczarowująca jest jednak inna rzecz. Wszystkie piosenki na „Metamatyce” brzmią, jakbyśmy zatrzymali się w okolicach 2004-2005 roku, a najmodniejsze były grupy takie jak Interpol, Bloc Party, Editors i Killers. Ten taneczny bit i „ósemkowe” frazy gitar oraz dużo pogłosu – błagam, ile można.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz