czwartek, 10 lutego 2011

zeitgeist

Wysyp boybandów, inwazja nastoletnich wokalistek z Britney Spears i Christiną Aguilerą na czele, gdzieś tam w tle dokonująca się mutacja r'n'b z typowo "czarnej" muzyki w nowy odpowiednik mainstreamowego popu – kolorowe jak baloniki z kinderbalu w McDonaldsie i słodkie niczym cukierek produkcje idealnie pasowały do czasów beztroskiej zabawy przełomu wieków. Chwilę później świat pogrążył się w chaosie, lotniska zamieniły w twierdze a nawet niewinna przejażdżka metrem w którejkolwiek z zachodnich metropolii zaczęła przypominać ryzykowną wyprawę, z której można nie wrócić. Dla takiej rzeczywistości dużo lepszym soundtrackiem okazała się muzyka gitarowa. Ale nie ta kojarząca się z latami 90. Nie przypadkiem nagle zgasł nu metal. Wypalił się jak każda moda czy trend? A może raczej okazał się zbyt precyzyjny, wirtuozerski, gwiazdorski?

Robert Sankowski bardzo ciekawie, mimo paru drobnych wpadek, o początku 00s. http://muzyka.onet.pl/festiwal/11485,1634674,artykul.html


"Zbyt precyzyjny, wirtuozerski, gwiazdorski". Z listy przymiotników wyjąłbym chyba
"wirtuozerski" (choc może nie doceniam technicznego knowhow Ricka Rubina i innych producentów), dodając natomiast "wirtualny" jak wymuskane animacje, choć z dzisiejszego punktu widzenia, lekko tandetne animacjie 3D z teledysku do jednej z najbardziej obleśnych piosenek ever (jako taką przynajmniej zapamiętałem ją kilka lat temu) czyli "Butterfly" grupy Crazy Town. Wszystko to w przeciwieństwie do zobsesjonowanych wokół "prawdziwości", "realu" grup garażowych, nu indie czy freakfolkowych, pierwszej połowy 00s.

***

Rozmowa ze znajomym na temat recenzji polskojęzycznych i dlaczego nie chce nam się ich czytać zakończyła się dwoma wnioskami

1) recenzje papierowe to iście rockowa jazda bez trzymanki i kawał solidnego gitarowego łojenia, czyli po podlizywanie się ludziom, którzy w ogóle się muzyką nie interesują - niby nic nowego, ale warto od czasu do czasu sobie to powtórzyć. pozytywnym aspektem obcowania z materiałami papierowymi jest w sytuacji kompletnego rozdrobnienia kanałów transmisji pilnowanie tego, co aktualnie tworzy "mainstreamową świadomość" (albo co przynajmniej wydaje się redakcjom, że tworzy).

2) również nic nowego, ale "scena internetowa" grzeszy protekcjonalizmem i arogancją - zarówno w stosunku do artystów jak i czytelników - przy jednocześnie bardzo niskim poziomie językowym (co pewnie wynika pośrednio że materia, którą internetowi recenzenci się zajmują, nie ma zbyt bogatej reprezentacji w języku polskim), ale też słabej edycji tekstów itd. itp. przecież w 90% przypadków gdy czytam polską recenzję poświęconą duży hype'om - nie wiem, Kanyemu, Blake'owi czy Toro Y Moi - w pierwszych nawet *kilku* akapitach natknę się na psychologizowanie o grupie słuchaczy danego artysty, rozkminy na temat takich kategorii jak subiektywność ocen czy natury internetowego hype'u (spoko ale ile można). w najlepszym przypadku mogę liczyć na odwrócony rockism. Choć oczywiście są wyjątki. Jak to w życiu (via Jan Kapela).

W przeciwieństwie do kolegi utrzymywałem, że angielskie teksty krytyczne czytam nadal z ciekawością, pod wrażeniem poziomu wiedzy + umiejętności budowania (kon)tekstu + takiego sposobu pisania o artyście/zjawisku/problemie, który pozwala mi nie myśleć o krytyku jako skończonym dupku. Fact Mag czy 40-letni kolesie z przetłuszczonymi włosami z "Wire" są dla mnie zawsze pozytywnym przykładem (nawet jeśli ci drudzy jednak mogą irytować arogancją). I nie potrzebuję ani fajerwerków językowych ani grafomańskiego zabiegu jakim są "recenzje dialogowe". Jeśli recenzent potrafi zwrócić uwagę na kilka oryginalnych szczegółow płyty i świata wokół niej, to już jest całkiem nieźle.

BTW polska reprezentacja w "The Wire".
http://ha.art.pl/komentarze/1626-the-wire-agata-pyzik-o-generacji.html

W marcowym numerze 'pisma' kolejny tekst ms Pyzik o edycjach studia eksperymentalnego Polskiego Radia. Jakże to lubię.

2 komentarze:

porfirion pisze...

co to są recenzje dialogowe?

Mariusz pisze...

"czyli po podlizywanie się ludziom, którzy w ogóle się muzyką nie interesują"

Masz na myśli czytelników czy redaktora (-ów)? :-)