piątek, 3 września 2010
Hello Darkness
celem artystów dostarczających mikrogatunków, takich jak witch house, lo-fi r&b czy do niedawna chill-wave, nie jest kreacja czy definiowanie nowych estetyk, a więc post-modernistyczne próbowanie granic sztuki, chłodne i brutalne rozpychanie muzyki jako pojęcia. Ziemią obiecaną jest raczej romantyczna ambicja poszerzenia rzeczywistości o twory dotychczas nieistniejące, ale tak uporczywie nawiedzające wyobraźnię, że spokój można odzyskać jedynie własnoręcznie sprowadzając je do empirii, czyli w przypadku muzyki: swoje fantazje nagrywając.
Z twórczoscią Tomem Krella, ukrywaącym się pod nickiem How To Dress Well zapoznalem jakos w lipcu 2010 po jak-zwykle-niezwykle inspirującym felietonie Marka Richardsona na P4ku. Nie zmusilem się jednak wówczas do napisania czegokolwiek na temat tego artysty (letni chill wygral z z typową dla każdego "krytyka" potrzebą znaczenia terytorium i bycia pierwszym), więc kilka polskojęzycznych źródel już mnie wyprzedzilo. Wolę więc odeslać do Filipa Szalaska, któremu znów zdarzylo się wymiatać:
http://fightsuzan.blogspot.com/2010/05/how-to-dress-well-love-remains.html
Na obszarze 7 opublikowanych wiosną EP-ek klimat How To Dress Well może wydawać się "nieco jednostajny" (ale dla mnie Krell jest gosciem z tej samej wrażliwosci, co np. William Bevan, dlatego jest dla mnie chwilowo jednym z najbardziej interesujących podglądanych przez blogosferę producentów-samotników), kompletnie nie wiem, jaki jest flow debiutanckiego LP (EP-ek sluchalem dosc chaotycznie), gdy swoje lo-fi r'n'b skompresowal do 14 piosenek. Myslę tylko, że dzięki podopiecznym Triangle Records (Salem, Balam Acab), okultystycznemu odlamowi Ghost Box Records, Black To Comm, Benowi Frostowi, The xx, Cold Cave, Raime (Altered Zones wypuscilo wlasnie pierwszy utwór) czy How To Dress Well (a nawet momentami Crystal Castles mimo że nienawidzę fandomu tej formacji) - dziwnosc (spookiness), mrok, desperacja, czarna magia i seksualne traumy są znów estetycznie bardziej interesujące niż defaultowy optymizm wspolczesnej muzyki synth-popowej, calej frakcji muzyki kojarzącej się z "drinkami z palemką i wieczorem w gronie najbliższych przyjaciól" (to z promo warszawskiego chillwave party). Bebechów ideologicznych i ekonomicznych tej opozycji nie chcę teraz wykladac (tym bardziej że uwielbiam mnóstwo chillwave'ów i to też strasznie ciekawy nurt, mówiący wiele o popkulturze i stanie mentalnym moich rówiesników) - o takich rzeczach bezpieczniej gada się po 3-5 piwach...
Swietnie pisze o tym k-punk przy okazji plyt Junior Boys, dyskusji o hipsterach i w swojej książce-manifescie Capitalist Realism... nie ma czegos bardziej depresjogennego w kognitywnym kapitalizmie niż uwewnętrzniony przymus ~~"pozytywnego podejscia" - jakos to rymuje się z momentem, w którym poziom chorób psyhicznych mlodych ludzi i zużycia lekarstw psychotropowych jest w historii dotąd niespotykany.
Etykiety:
blogi,
filip szałasek,
How To Dress Well,
K-punk
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz