niedziela, 30 maja 2010

Microexpressions



Ich koncert na festiwalu Magnetofon - jakże inny to projekt od klasycznej polskiej biedy, dwóch na krzyż błyskawicznie rozpoznawalnych inspiracji, braku ambicji. Duet złożony z nerdowatych ex-bluesmanów/ex-progrockowców (tak przynajmniej na mój nos przedstawia się ich background muzyczny), gitara-perkusja + mnóstwo dodatkowych ścieżek z laptopów plus klawisze plus milion efektów gitarowych. Ale jedna sprawa to ambicja + budowanie soundu, umiejętne wykorzystanie wiedzy technicznej i wyobrażnia muzyczna, która nakazuje ci nie pozostawać przy muzycznych "schabowym i listku sałaty" (bas,gitara, perkusja), a zupełnie inna to sprawność gości z Microexpressions jako instrumentalistów. Dawno na rodzimej szeroko pojętej scenie indie (tej, którj promocja jest celem festiwalu Magnetofon)nie widziałem tak pewnych siebie wykonawców. Polski niezal to właściwie synonim biedy - nagrywanie u Johna McEntire'a (TCIOF) to wydarzenia tak rzadkie, że przy ich okazji przecieramy oczy ze zdumienia. Tak właśnie czułem się wczoraj na Microexpressions - przecież kolesie z kitkami to w naszym kraju co najwyżej wyznawcy Toola albo Marillion i producenci obrazków na Demotywatory.pl. A tu mamy kapelę, która wreszcie, gdyby wystąpiła na jakimś zachodnim festiwalu, nie byłaby "zwożeniem drewna do lasu". Intrygujące inspiracje - perkusyjna precyzja a la King Crimson z Discipline czy niesamowicie tight math-rockowy klimat, w końcu brawurowe solówki i świetne, popowe melodie Michała Stambulskiego. Wyrafinowanie kompozycji tidzie w przypadku Microexpressions w parze z nosem do fajnych melodii, więc nie ma mowy o prog-rockowym onaniźmie. Strasznie ciężko jest ich zaszufladkować (minimalne wpływy rytmicznych aspektów Tortoise też słyszalne, a jeden kawałek ze gitarowy crescendcoi to stary Mogwai) - w backgroundzie jakieś new-age'owe ścieżki przypominające hypnagogiczny pop... A może tylko upiększam to czego byłem świadkiem - muzycy są w opisie swojej twórczości dość skromni - synth pop, post punk, zawsze wzbudzające podejrzenie inspiracje Animal Collective i TV ON THE RADIO (odsłuch Myspace'a tymczasem to potwierdza - te monumentalne fragmenty "Brief Exposure"...). No ale postawmy obok siebie post-punk Microexpressions i post-punk Out Of Tune... Moją dezorientację wzmacnia fakt, że chłopaki są z Jeleniej Góry i na chwilę obecną naprawdę o nich wiadomo, raczej herosi lokalnych boisk/przeglądów rockowych, poza tym Jelenia Góra nie jest miastem, które kojarzy się w jakikolwiek sposób jeśli chodzi o nową muzykę. W ten sposób jednak potwierdza się moja teoryjka, że jeśli chodzi o otwartość na nowe zjawiska to południowy-zachód (miałem na myśli Wrocław) jest nie do pobicia.

[Shame On You też zagrali bardzo dobry koncert, chyba najlepszy z ok. 10 jakie widziałem. Pierwszego dnia nie zawiedli Tin Pan Alley ani Twilite. Totalnie zwątpiłem natomiast w sens chodzenia na koncerty mające coś wspólnego z folkiem i ambientem w czasie Indigo Tree - to było tak smutne i zamulające, w dodatku napływająca do Hydrozagadki ludność ewidentnie oczekiwała już dyskoteki. Szkoda, bo płyta niezła. Shiny Beats zagrali drugi gig w życiu, więc nie należało się spodziewać zbyt wiele, ale wątpię też czy z tak słabego materiału - nieudolnej wariacji electroclash i new wave nr 1434324234 - może kiedyś wyniknąć coś pozytywnego. Paula I Karol bez perkusisty - tylko dla naprawdę "No1 Fans", choć słyszałem zaledwie ost. 3 piosenki. Eric Shoves Them In The Pocket - niestety nie dotarłem, ale podobno wiele nie straciłem]

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Jest błąd w nazwisku.

Piotr Kowalczyk pisze...

thnx poprawiłem

iammacio pisze...

dobry koncert. przydalaby sie jednak selekcja (natloku) pomyslow w niektorych kawalkach. dobry producent bedzie pomocny.