
The Knife, Silent Shout, Rabid 2006
Muzyka The Knife, elektro-popowego duetu-rodzeństwa ze stolicy Szwecji jest "zimna i mroczna", co od razu odwołuje do wytartych, niemal rasistowskich, stereotypów rodem z Podręcznika ksenofoba. Ale sporo prawdy w tym stwierdzeniu jednak jest. Wystarczy posłuchać ostrych, wibrujących dźwięków otwierającego album tytułowego "Silent Shout" – nawiarstwiających się mrocznych dance’owych klawiszy i ścieżek perkusyjnych perkusyjnych splątanych w precyzyjnej, trójwymiarowej interakcji, jak osaczający nas las w powieściowym horrorze. Na to samo wskazuje też zaśpiewany z syczącym szwedzkim akcentem „Neverland” - który brzmi przez moment jak śpiewany po rosyjsku, co by mnie akurat nie zdziwiło, bo Szwedzi bywają mistrzami przestylizowania (a lans na rosyjskość funkcjonuje w zachodniej popkulturze jako powtarzający się motyw). Taka właśnie - glamowa, rodem z horroru i nieco przerysowana - jest atmosfera czwartej płyty Szwedów. Rodzeństwo Dreijerowie dbają o zmiany tempa i dynamiki oraz różnorodność odwołań do innych stylów i artystów (Depeche Mode, Kraftwerk na Autobahn, Goldfrapp itd.). Każdy utwór sytuuje się w odrobinę innej konwencji - z kilkoma momentami całkowitego zawieszenia grobowej atmosfery. Wokal Karin Dreijer Andersson poddawany jest rozmaitym mechanicznym manipulacjom – dając w efekcie rozrzut od elficko-islandzkich uniesień Bjork przez śpiew dziecka, electro-punkowe znerwicowanie Chicks On Speed po rewiowe przerysowanie rodem z występów drag queens. Teksty The Knife krytykują m.in. seksizm, przemoc w rodzinie i pornografię („One Hit”, „Na Na Na”) i bywają też surrealistyczno-depresyjne. W kontekście maniakalnych dźwięków Silent Shout – ponure słowa piosenek pasują znakomicie.
["Lampa", maj 2006, udało się napisać recenzję bez jednej wzmianki o "Heartbeats", ale szczerze mówiąc po prostu nie zdawałem sobie sprawy z tego, jaką karierę i w jakim medium zrobił ten utwór. Wykorzystanie fajnej piosenki w reklamie telewizorów? - byłem ponad to...]
0 komentarze:
Prześlij komentarz