czwartek, 26 listopada 2009

10/50

Jak Zwał Tak Zwał - Ballada Za 3 Złote



Mateusz Kunicki aka Vreen to autor o dwóch obliczach, z których jedno lubię zdecydowanie bardziej. Vreen „pod formą” to muzyczny jajcarz, próbujący iść drogą dawno wyeksploatowaną przez Tymona i jego nieformalny fanclub. Vreen w szczytowej dyspozycji to lo-fi songwriter czeszący tak urokliwe i bezpretensjonalne utwory jak "Ballada za 3 złote" podpisana przez jego kolejny projekt Jak Zwał Tak Zwał. Szkoda, że na kolejnych jego płytach równie pięknych niewymuszonych momentów trafia się tak niewiele.

9/50

Hey - Kto tam? Kto jest w środku?



W jakże nudnym nurcie interpol-rocka trawiącym polską muzykę od kilku lat również trafiają się utwory wybitne (OMG!). Ale najwyraźniej trzeba mieć do dyspozycji nie byle kogo, tylko najlepszą żyjącą autorkę tekstów, w jednym ze swoich najbardziej neurotycznych i osobistych wejść. Tekst jak to u Nosowskiej wymiata, ale poza nim liczą się szczegóły - niemal falset wokalu w refrenie, zamrożony robotyczny funk gitary. 3 lata temu George Dorn Screams zaskoczyli mnie w bardzo podobny sposób piosenką "69 Moles" - na papierze nuda kompletna, ale jednak drobiazgi decydują o celnym ukłuciu.

http://www.youtube.com/watch?v=XhNSRdOmG4s

środa, 25 listopada 2009

8/50

Joy Orbison - Hyph Mngo / Wet Look




Nie tylko ja chyba 2009 zapamiętam jako rok crossoverów dubstep/UK funky/rave/mnml, a singiel londynskiego producenta to jeden z najbardziej reprezentatywnych utworow w tej nie do końca rozpoznanej stylistyce. Z pewnoscia pasuje do niego moj ulubiony tag muzyczny ostatnio - "urban melancholia" - te soulowe wokalizy, narastające rave'owe staby gdzies z oddali. Po wielu sezonach basowego gnębienia, nie spodziewalem sie, ze pojawia sie tacy ludzie jak on Guiddo, czy Untold - kierujący scenius eksperymentalnej sceny post-UK garage w tak przebojowym kierunku.

http://www.youtube.com/watch?v=vsJVW5apRmY

sobota, 21 listopada 2009

Taka inicjatywa http://www.myspace.com/dalekoodszosy

Oczywiscie chciałbym kibicować projektowi skoordynowanego lansu kilku świetnych polskich grup, delikatnie mówiąc nie rozpieszczanych do tej pory przez media i publiczność (mam na myśli przede wszystkim frekwencję na koncertach). Z drugiej strony promowanie tego nawiązaniem do obskuranckiego PRL-owskiego serialu i ciągłe podkreślanie swojego prowincjalizmu/swojskosci - obawiam się, że nie na wszystkich adresatach komunikatu zrobi to oczekiwane wrażenie.

Skanujac Myspace'a Makow i CHlopakow i dumajac nad slowami nowego redaktora naczelnego Pulpa na temat mrozowskiego projektu ("ten zespol jest zenujacy. zenujace teksty, brzydkie zdjecie, slaby wokal") trafilem na takie oto zjawisko:

http://www.myspace.com/kordiantrudny

Polski zespół, który wśród myspace'owych przyjaciół ma na samym szczycie Wire i 13th FLoor Elevators. "Dunska studentka" to najbardziej odrealniony joint od czasu "Aten" Jurgena Kaczowki (jego epokowa EP-ka to dla mnie muzyczny ekwiwalent "Wojny polsko-ruskiej"). "Juz po mnie" bezwstydnie zrzyna z VU i Modern Lovers ("What Goes On"/"Roadrunner"), ale wokal i tekst to bardziej Skiba-meets-Janiszewski z ich kreatywnego okresu. "PKP" troche oslabia doskonale wrazenie, ale dlaczego w s.p. Jadlodajni regularnie wystepy dawali interpolujacy nudziarze, a to przedziwne jak na rodzime warunki zjawisko, pozostaje wciaz ukrytym bogactwem ziemi walbrzyskiej? Jak dla mnie w otwartej kategorii post-VU/TJAMC/motorik sa duzo ciekawsi od Psychocukra.

środa, 18 listopada 2009


Braty Z Rakemna Fusy precz Sony 2004 (Hajle Silesia)

Hajle Silesia! Hajle północne Ziemie Odzyskane, a konkretnie nadodrzańskie Gryfino, skąd z odsieczą dla raczej słabawej w tym roku, poza kilkoma wyjątkami, krajowej muzyki gitarowej nadeszło czterech utalentowanych młodych ludzi. Odrobina kumoterstwa, desperacji i nie dość że pozwolili się, cwaniaki, zniewolić przez wielkiego monopolistę, to jeszcze udają, że nic się nie stało. A nagrali przecież kilka najbardziej wyrazistych i chwytliwych piosenek „rockowych” śpiewanych po polsku, jakie ostatnimi czasy było dane mi usłyszeć.
Braty Z Rakemna nie popełniają błędu swojego „starszego” kolegi, Budynia, który też wydał pod szyldem Hajle Silesia nienajgorszą solową płytę, ale zaczął na niej prężyć artystyczne muskuły na zasadzie "patrzcie ile to ja mam pomysłów". Tymczasem Braty rozwijają tylko te patenty, które uważają za najbardziej obiecujące, dzięki czemu zyskują na spójności i chyba też szeroko pojętej fajności. Nagrali bezpretensjonalny, a zarazem całkiem poważny rockowy album, muzykę, która nie musi się bronić (tak jak w przypadku Budynia) jajcarstwem i wątpliwej jakości zapisem strumienia świadomości.
A przecież Kuba Stankiewicz to też, podobnie jak Budyń (w Pogodno), świetny autor tekstów. Może nie są to czytelne historie prowadzące z punktu A do B, ale wyczucie wokalisty Bratów w kwestii budowania brzmiących nie głupio, nie prostacko i nie grafomańsko liryków oraz dobór słów i bystrość niektórych spostrzeżeń są zdecydowanie na plus. W końcu jest ktoś, kto zostawia śpiewanie „cierpienie sens mrok” Comie i Piotrowi ROguckiemu, a sam śpiewa „miłość(...)- za gardło i na koszt firmy”.
Oczywiście gdyby nie totalnie wymiatający refren w piosence „Bat i powietrze” albo gdyby nie napisana w jakimś natchnieniu disco-punkowa zwrotka „Ołowianego waltza” albo gdyby nie wiosenna garażowo-rock’n’rollowa „Miłość” (The Libertines?), gdyby nie unoszący się gdzieś duch Elvisa Costello to o tekstach bym nie wspominał. A tak można przymknąć oko i na to, że być w niektórych fragmentach słychać jakieś pomysły wyciągnięte z archiwum amerykańskiego grunge’u albo kuratelę kolegów z Pogodno i że niektóre kompozycje są trochę grubo ciosane. Wiem, że to kiepski argument, ale ja bym tak nie umiał.

["Zine", nr 1, wrzesień 2004]

Kazik “Silny Kazik pod wezwaniem” SP Records 2008
(3/5)

Rozrasta się nurt coverowy w dyskografii Kazika Staszewskiego. Po dwupłytowej adaptacjach piosenek swojego ojca, składankami z przeróbkami Kurta Weilla i Toma Waitsa, teraz Staszewski zabrał się za twórczość innego idola z dzieciństwa – Kazimierza Grześkowiaka i Silnej Grupy Pod Wezwaniem.

Działalność tej grupy przypadła na lata 60. i 70. Była to wówczas twórczość mało politycznie poprawna i dość bezpruderyjna, wyłamywała się z uładzonego obrazu oficjalnej sceny. Grupa poruszała się w obrębie folku, poezji śpiewanej, kabaretu, a nawet momentami - estradowego popu. Dziarską muzykę wzmacniały bystre obyczajowe teksty, śpiewane czasem z wystylizowanym góralsko-kresowym zaśpiewem, który dziś wydaje się czymś cudownie “od czapy”. Chwilami Grupa Pod Wezwaniem niepokojąco blisko była stania się polską wersją kabaretu od “Jożina z Bażin”... W dodatku Grześkowiak – jako autor tekstów - niektórymi fragmentami swoich piosenek mógłby wprowadzić współczesnych słuchaczy w konsternację. Mam na myśli choćby etno-psychodeliczny odlot “Rozprawa o robokach” - zastanawiam się, co brali autorzy Grześkowiak i Przybylski przed napisaniem słów do tej piosenki. Przedziwne zjawisko ta Silna Grupa.

Dosyć charakterystyczne jest zamiłowanie Staszewskiego do klimatów folkowo-pijacko-sowizdrzalskich. Chyba więc jasne jest, czemu Kazik, zamiast męczyć się nad autorskimi piosenkami, postanowił ponownie skorzystać z czyjegoś repertuaru. Piosenki Silnej Grupy Pod Wezwaniem i Kazimierza Grześkowiaka to dla niego bowiem istny samograj. “Silny Kazik” pokazuje dominujące w ostatnich latach oblicze Staszewskiego – nie to nowofalowo-hardrockowe, znane z Kultu, ani też nie oblicze czołowego publicysty rocka, od którego zresztą chętnie się dystansuje. Jak dla mnie Kazik wciąż pozostaje bardzo przekonujący jako knajpiano-sowizdrzalski bard, przekazujący słuchaczom życiowe prawdy i sypiący przy trunkach kolejnymi nieprzyzwoitymi historiami. Ma ku temu odpowiednie warunki głosowe i temperament. A tutaj w dodatku nowe, oszczędne i lekkie (zahaczające czasem o yass) aranżacje piosenek grupy Pod Wezwaniem bardzo dobrze smakują. Wieszcz polskiego rocka, którego piosenki będą śpiewane na juwenaliach chyba po wsze czasy, skutecznie ocalił więc od zapomnienia twórczość jednej z najciekawszych formacji lat 60. i 70.

Cenię Kazika za uczciwość wobec słuchaczy i nie sprzedawanie ściemy. Potrafił przyznać się publicznie i przeprosić fanów za pijaństwo w czasie koncertu. Nie bał się (również publicznie) surowo ocenić ostatnich płyt Kultu. W końcu przy okazji “Silnego Kazika...” powiedział, że chętnie sięga po czyjeś utwory, bo autorskiej weny nie zawsze starcza mu na utrzymywanie wysokich standardów w każdym ze swoich projektów. Mistrzowska szczerość i dystans do własnej osoby. Z drugiej strony wiele wskazuje na to, że cały projekt jest jednak trochę pójściem na łatwiznę i zabiciem czasu przed następną płytą Kultu, która ponoć ukazać się ma wiosną. Staszewski obiecuje, że tym razem gniota już nie będzie.

["Machina", grudzień 2008]

Spectral Cassettes

Jak zwykle doskonały Pontone tym razem umieścił mix Spectral Cassettes vol. 1, czyli prezentację eksperymentalnego skrzydła obecnej zajawki lofi-noise-kasetowej, którą w wakacyjnym numerze "Wire" David Keenan ochrzcił mianem hypnagogic pop.

http://pontone.pl/spectral-cassettes-vol-1/#more-654