wtorek, 25 marca 2014


24 years after the fall of the Berlin Wall, Europe is as divided as ever. The passengers of the low-budget airlines go east for stag parties, and they go West for work; but the East stays East, and West stays West. Caricatures abound - the Polish plumber in the tabloids, the New Cold War in the broadsheets and the endless search for 'the new Berlin' for hipsters. Against the stereotypes, Agata Pyzik peers behind the curtain to take a look at the secret histories of Eastern Europe (and its tortured relations with the 'West'). Neoliberalism and mass migration, post-punk and the Bowiephile obsession with the Eastern Bloc, Orientalism and 'self-colonization', the emancipatory potentials of Socialist Realism, the possibility of a non-Western idea of modernity and futurism, and the place of Eastern Europe in any current revival of 'the idea of communism' – all are much more complex and surprising than they appear. Poor But Sexy refuses both a dewy-eyed Ostalgia for the 'good old days' and the equally desperate desire to become a 'normal part of Europe', reclaiming instead the idea an Other Europe.

http://www.amazon.com/Poor-but-Sexy-Culture-Clashes/dp/1780993943/ref=sr_1_1?ie=UTF8&qid=1395751892&sr=8-1&keywords=poor+but+sexy

środa, 18 grudnia 2013

"na ripicie" w 2013

































poniedziałek, 28 października 2013

Będę twoim lustrem



When I proposed marriage to someone with a song, Lou Reed did the work for me. I handed over a small mirror with a handwritten note, which said only, “I’ll be your mirror.” The lyrics sum up the work of marriage better than any song I know: “When you think the night has seen your mind, that inside you’re twisted and unkind, let me stand to show that you are blind. Please put down your hands, because I see you.”

Sasha Frere-Jones w poruszającym tekście wspomina Lou Reeda.

A to jeden z moich ulubionych momentów tego pana - recenzja Yeezus Kanyego Westa, spokojnie najlepszy okołomuzyczny tekst jaki czytałem w 2013 roku.

Many lyrics seem like the same old b.s. Maybe because he made up so much of it at the last minute. But it's the energy behind it, the aggression. Usually the Kanye lyrics I like are funny, and he's very funny here. Although he thinks that getting head from nuns and eating Asian pussy with sweet and sour sauce is funny, and it might be, to a 14-year-old — but it has nothing to do with me. Then there's the obligatory endless blowjobs and menages-a-trois.

But it's just ridiculous that people are getting upset about "Put my fist in her like a civil rights sign"? C'mon, he's just having fun. That's no more serious than if he said he's going to drop a bomb on the Vatican. How can you take that seriously?


W takim tonie pisał facet będący praktycznie na łożu śmierci. Niesamowite.

No i piosenki, ale tych jest za wiele żeby wszystkie tu wymienić. Od dwóch czy trzech lat właściwie bez przerwy towarzyszy mi natomiast ta:

sobota, 4 maja 2013

Mój wywiad z Olgą Drendą dla Dwutygodnika o jej projekcie Duchologia , vaporwave'ach i stockphotocore'ach

http://www.dwutygodnik.com/artykul/4456-pop-magic-%E2%80%9988.html

Reynolds bardzo informatywnie o okresie nowojorskim Briana Eno: http://www.redbullmusicacademy.com/magazine/brian-eno-in-nyc-feature

czwartek, 2 maja 2013

#selfies


Tumblrowy dziennik Marii Minervy, przebywającej obecnie na stypendium artystycznym w Nowym Jorku, wymiata. Dziewczyna potrafi opowiadać, spotykają ją na Brooklynie różne przygody i przy okazji niepokojąco często jest najbardziej przytomną gapą w okolicy. Poniżej kilka moich ulubionych fragmentów, na zachętę.

Seriously if I ever considered a real job it would be cos I dig the idea of secret office romance, the tension build-up etc. Sorry if that sounds like I’m a really dumb bitch.

http://mariaminerva.tumblr.com/post/49381121956/its-a-lonely-lonely-planet

Bynes’ selfies speak of loneliness. Amanda Bynes is the owner of a lonely heart. Selfie is a selfie because there is noone around to take your picture/a picture with you, and if one is only posting selfies, it means there’s noone around most of the time. Unless you’re 14, bored after school. She’s 27, which is what they call being a grown ass woman. Which is sad. But it’s also the quintessential NYC experience, loneliness. Every night around 1 or 2 am Amanda Bynes starts interacting and retweeting her fans, usually means I need to sign out from twitter, cos it gets a bit too messy. Like 10 retweets in a row, mainly fan art.

http://mariaminerva.tumblr.com/post/49295413240/the-devolution-will-be-televised

As we were walking to the station with the guy (me eating a slice that in two seconds was all over my face) he calls me a free spirit and I am thinking that this is actually very far from the truth. I am not a free spirit, I am anal, full of fear, careerist and prone to loserdom at the same time, scared of people, tired of moving, tired of almost everything, but still forcing myself to leave the house in the morning.

http://mariaminerva.tumblr.com/post/49134580417/nostranded

Na razie tyle. "Polecam". Męka jaką jest przeklejanie tych cytatów do blogspotowego CMS-a jest wystarczającym argumentem za tym, żeby wynosić się jak najszybciej na tumblra.

piątek, 29 marca 2013

Nothing but a stranger in this world



Można? Można! Okazuje się, że mam coś wspólnego z legendarnym amerykańskim krytykiem, Lesterem Bangsem. Mniej więcej po 8 latach od pierwszego odsłuchu zorientowałem się, że Astral Weeks Vana Morrisona, jeden z albumów, który zawsze musi wylądować w czołówce dowolnego rankingu albumów wszech czasów - to pewniejsze od techno w Trendzie - jest faktycznie świetną płytą.

Nie jest to muzyka, której znajomością specjalnie można nabić sobie towarzyskich punktów. Reprezentuje estetykę, która wydaje się w postironicznych czasach nie do odratowania - poetycki, hipisowski jazz-folk z CELTYCKIMI naleciałościami i tekstami opartymi na strumieniu świadomości. Jest coś "suchego" (ok, mamy 2013 rok, gimbazjalne słowa weszły do oficjalnego dyskursu) i zarazem beznadziejnie romantycznego w ekspresji Morrisona. Freak folk i New Weird America, czyli współczesne interpretacje i hołdy dla narkotycznego grania na akustykach sprzed 45 lat, wydawały się bardziej bezczelne, mniej "rozlazłe" od Astral Weeks. Nie wyobrażam sobie renesansu bardów tego rodzaju tak jak nie wyobrażam sobie polskiego zespołu zdobywającego względnie dużą popularność, którego głównym punktem odniesienia byłby np. zespół Dezerter. Coś, co nie ma prawa się powtórzyć.

Podstawą słuchania Astral Weeks jest porządny soundsystem, domowe warunki oraz cierpliwość. Album ma unikalną dźwiękową aurę, wynikającą z bogactwa i nieprzewidywalności aranży - jednocześnie sekcja rytmiczna jest dyskretna, frazy Morrisona oparte na powtórzeniach i wywoływaniu uczucia transu. Poza tym płyta pozbawiona jest wyraźnie populistycznych momentów (nie promował jej żaden singiel). To, jak instrumenty dialogizują ze sobą, jak miękko poszczególne są nagrane i zagrane daje rodzaj dyskretnego geniuszu. Utwór tytułowy i "Madame George" to jego najmocniejsze punkty - jazz-folkowe wędrówki w stronę światła.

Cieszy mnie to, że wciąż niedoceniany przeze mnie, pozornie trudny (przy okazji prawdopodobnie przerastający mnie intelektualnie:) album okazuje się ostatecznie wielkim growerem. Sądziłem, że przez poznawcze ADHD stać mnie już tylko na kotki i książki o piłkarzach wykolejeńcach.

A tutaj poruszająca recenzja Lestera Bangsa, napisana 10 lat po premierze Astral Weeks. https://personal.cis.strath.ac.uk/murray.wood/astral.html

Uważam gościa może nie tyle za przereklamowanego, co dziś już po prostu mało ekscytującego - wszystkie tricki z jego szkoły zostały przechwycone przez internetową krytykę - ale w tym tekście pocisnął. Esej czytany razem z odsłuchem Astral Weeks podpala głowę.

Upadek jest normą

http://magivanga.wordpress.com/2013/03/28/upadek-jest-norma-o-pasji-do-muzyki-zasadzie-wiecznego-powrotu-i-niskich-lotach-polskiego-dziennikarstwa-muzycznego-z-rafalem-ksiezykiem-rozmawia-conradino-beb/

Z drugiej strony, kiedyś – nawet jeszcze w latach ’70 i ’80 – ludzie mieli więcej czasu na bardziej dogłębne procesy twórcze, czemu sprzyjały niewątpliwie bardziej tradycyjne technologie i wolniejsze tempo życia. Być może sytuacja na tym polu zmieni się wzorem wielkich tradycji duchowych. Kiedyś ludzie je tworzyli, a dziś – choć na arenie ducha ruch wielki – mamy do czynienia z kuriozami, które na tamtych naukach żerują. Może tak stać się i ze sztuką, doszło bowiem do rodzaju bohemizacji klasy średniej. Jest w dobrym guście zajmować sie sztuką, co owocuje nadprodukcją bełkotu. Miałem okazję poznać bliżej przynajmniej kilku wybitnych artystów i wszystko są to ludzie zwichnięci, przetrąceni, z dużym, głębokim bólem bycia w świecie. I to są właśnie źródła sztuki, a nie wyczucie trendów i narcystyczne fiu bździu.

Wstrząsający wywiad z Rafałem Księżykiem na blogu Magivanga. Magazyn Kultury Niepokornej :)

This is where ‘stockphotocore’ comes in; a mirror held up to the ‘as is’, rather than vaporwave’s yearning for the ‘might have been’. It describes the work of Transmuteo, Mediafired, ‘Far Side Virtual’-era James Ferraro and other artists who find themselves at home in the realm of virtual simulacra and free-floating signifiers.

Kolejny świetny tekst Olgi Drendy dla AQNB - tym razem o vaporwave i artystycznym wykorzystaniu estetyki materiałów stockowych. Warto sprawdzić właściwie wszystkie artykuły Olgi opublikowane na tym portalu, w czasach, w których osobiście odczuwam totalną blazę pomieszaną z poznawczym ADHD, autorki czujnej jak mało kto.

O vaporwavie pisze też dla screenagers Andżelika Kaczorowska, stawiając akcenty w zupełnie innych miejscach niż autorzy 137 poprzednich esejów na temat tego mikrogatunku.

I w końcu recenzja Kitty Pryde autorstwa Krzysztofa Michalaka również poprawiła mi humor.